piątek, 16 stycznia 2009

Poprawka

W związku z tym, że dziewczęta z Wychowania miały za złe treściom tu zawartych, postanowiłam przeredagować wszystkie posty, a te, które ewentualnie obrazowały ich w nazbyt złym świetle, uzupełniłam o komentarz w poście. Treści poprawione przeze mnie są wyróżnione kolorem czerwonym oraz podana jest data aktualizacji danego posta. Nie wszystkie posty postanowiłam porpawić, bowiem z wszystkimi się zgadzam i dalej uważam, że są napisane zgodnie z prawdą, natomiast, by nikogo nie oczerniać, postanowiłam dodać treść, wyjaśniającą, o co dokładnie mi chodziło. Oczywiście w niektórych postach porpawiłam błędy, bo i takie popełniłam - przyznaję. Poprawy dokonałam zgodnie z własnym sumieniem, ale jednocześnie mając na uwadze to, co pisały poszczególne dziewczyny do mnie prywatnie. Nie jestem pewna, czy dobrym pomysłem jest umieszczać to, co pisały, aczkolwiek przeszło mi to przez myśl. Nie to jestdnak jest teraz najważniejsze.

Wszystkie posty ze sprostowaniami, jakich dokonałam są oetykietowane hasłem: "uzupełnienie". Klikając na tę etykietę, znajdującą się po lewej stronie, wyświetlą się wszystkie poprawione, uzupełnione, skomentowane posty, w których się można było doczepić niesubordynacji z mojej strony.

Kwestia pomocy technicznej

Kwestia pomocy technicznej, z mojego punktu widzenia tyczy się pewnych niuansów braków technicznych, które dziewczęta szybko załapały, ale z początku nie miały pojęcia, jak niektóre rzeczy zrobić. Do pewnych detali i opanowania ich dochodziły z moja pomocą, ale w większości dawały sobie świetnie same radę. Toteż moja pomoc techniczna była w istocie mało znacząca. Aczkolwiek, jako jedyna "pobawiłam się" zdjęciami na picasaweb, ustawieniem migającego banera, czy innymi narzędziami. Może jest to małoodczuwalne ze względu na to, iż dziewczęta same nie próbowały się zajmować takimi gadżetami, toteż nie mam im za złe tego, iż uważają, że nie wniosłam wiele pomocy technicznej w projekt. Ale sama nabyłam wiele doświadczenia pod względem technicznym, wyorzystując właśnie opcje, z którymi się zetnkęłam. A to z kolei bardzo mnie zainteresowało.

Dla ciekawości dodam jedynie, że w projekt może nie wniosłam wiele technicznych newsów, natomiast nauczyłam się czegoś nowego: niektórych skryptów kodu HTML, bez których nie udałoby mi się pewnych spraw załatwić i naprawić; poznałam działanie Picasaweb; nauczyłam się korzystać z różnych gadżetów i narzędzi Google'a, takich jak np. kalendarz, czytnik, grupy dyskusyjne, czy witryny. Oczywiście korzystam z dokumentów Google'a, ale z nimi się każdy z nas spotkał na początku zajęć z Technologii Informacyjnych. Niedawno rozgryzłam problem, który mi nie spędzał snu z powiek, ale w końcu udało mi się "pokonać" przeszkody w Analytics :D Lubię to, a własną witrynę, którą udostępniłam studentom z pierwszego roku matematyki, uważam za jedno z niewielu rzeczy, które mi się ostatni oudały :-) Nie mogę nazwać tego sukcesem, natomiast jestem z powodu istnienia tej witryny zadowolona i czerpię radość z tego, że nie tylko ja ją użytkuję :-) Być może kiedyś stanie się jakimś znaczącym i często odwiedzanym serwisem przez studentów mojej specjalizacji; być może znajdę jeszcze lepsze zastosowanie witryny do stworzenia swoistego serwisu społecznościowgo... Obecnie planuję wykorzystać witryny Google'a do różnych celów i sprawdzić, do jakich się nadają, a do jakich nie. Ale to już inna bajka.
Wracając jednak do sedna, pomocy - jakiejkolwiek - zawsze chętnie udzielałam dziewczętom, jeśli o nią poprosiły; nie raz udzielałam, nie proszona o nią. Ale spotykałam się z wdzięcznością. Nie mogę więc napisać, że nie pomagałam, prawda? A jeśli się któraś dalej zapiera, że tak nie było; że nie pomagałam; że się nijak przyczyniłam do ich zaliczenia; że byłam zbędnym piątym kołem u wozu; itp., to pozostawiam to im sumieniom.

Pod ostrzałem

Po opublikowaniu mojego opisu końcowego na stronie Pana Hojnackiego, dziewczęta, z którymi współpracowałam, mają mi za złe słów tam użytych. Zastanawiam się, dlaczego i jak bardzo powinnam, czy też wypadałoby (choć nie lubię tego słowa) zmodyfikować treści na tym blogu. Oczywiście reakcje dziewczyn nie miały miejsca tu, lecz prywatnie: za pomocą komunikatora gadu-gadu. Zastanawiam się, czy oburzenie, jakie wywołałam tymi moimi spostrzeżeniami na temat całego projektu, nie powinny się znajdować właśnie tutaj, na blogu. Zastanawiam się, czy nie zacytować koleżanek, które tak chętnie oskarżają mnie o kłamstwo, o oczernianie ich samych. Oczywiście nie miałam na celu nikogo oczerniać. Natomiast, najpierw przeredaguję i przeczytam jeszcze raz moje posty, być może rzeczywiście spostrzeżenia są nazbyt subiektywne i jednostronne. Aczkolwiek, wydawało mi się, że potrafię obiektywnie ocenić sytuacje... Cóż... Być może się mylę, nie mówię, że nie.
Projekt nadal nie został zakończony (przynajmniej dla mnie).

Jeśli uraziłam (a ewidentnie dziewczyny się czują obrażone przeze mnie), przepraszam. Równie publicznie, jak i publicznie je przedstawiłam w złym świetle.

środa, 14 stycznia 2009

Projekt grupowy

Projektem grupowym nie nazwiemy jedynie projektu, w którym oficjalnie bierze udział grupa studentów. Projektem grupowym nazwiemy również grupę jednoosobową. Teoretycznie, ja chciałam tworzyć taką grupę od początku, natomiast zostały mi "przydzielone" dziewczęta z Wychowania, zatem, chcąc nie chcąc, było trzeba się poznać, zacząć współpracować, itp. Jednak, projekt grupowy może dotyczyć jednej osoby (praktycznie, mój projekt jest jednoosobowy, bo dziewczęta mają zaliczenie za inny projekt, zatem nie mogąc być w dwóch miejscach jednocześnie, nie należą do mojej grupy. Inaczej: nie tworzą ze mną grupy.
Projekt ma za zadanie nauczyć również współpracy, komunikacji (takiej, by była efektywna). Zatem, nie mając teoretycznie współpracowników, mogę ich nabyć :) Nie będą to osoby, które byłyby oceniane na przedmiocie i rozliczane z zadań, które sobie wyznaczyły, ale można pozyskać współpracowników poza obrębem zaliczeniowym. I tak, można tworzyć grupę projektową jednoosobową, mając całe grono wolontariuszy za plecami. A to również jest metoda i również o to chodzi, by umieć sobie pomóc. Niekoniecznie własnymi rękoma. Nie sztuką jest umieć wszystko, sztuką jest umiejętnie wykorzystać fakt, iż ktoś coś umie od nas lepiej i współpracować z nim.

Umiejętność współpracy

Umiejętność współpracy nie jest cechą wrodzoną; tego się trzeba nauczyć. Nie każdy zatem jest świetnym współpracownikiem, nie każdy potrafi pracować w grupie, nie każdemu taka rola odpowiada... Miałam do czynienia - podczas realizowania projektu w ramach zajęć TI - z bardzo ciekawymi osobowościami. Ankieta, zasugerowała, kim ewentualnie mogłybyśmy być w zespole, jaką pełnić rolę, co robić, jak najlepiej pomóc, jak sprawić, by projekt został zrealizowany. Niestety niefortunnie dziewczęta z Wychowania okazały się być niemal tym samym typem osobowościowym (!) Nie sprzyjało to dobrym relacjom pomiędzy nami, natomiast - w myśl przysłowia - jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Zatem, nie było mowy o zaniechaniu jakichkolwiek prób dotyczących współpracy.
Początkowo, wykorzystując komunikator Gadu-Gadu, później Skype do porozumiewania się z poszczególnymi dziewczętami, mogłam w jaśniejszy i prostszy sposób przekazać pewne myśli, czy uwagi (oczywiście mechanizm działał w obie strony), więc porozumiewanie się w grupie było na początku bardzo swobodne i przynosiło efekty. Jednak z czasem jak dziewczęta traciły jakiejś tam siły we własne możliwości; po rozmowach z Prowadzącym, czuły, że nie dają rady, że im się nie uda, że nie zaliczą, że mają dość... I tu - moja rola się zmieniła - bo było trzeba dotrzeć do nich, by nie załamywały się; ale przecież nie można współpracować z kimś, kto nie chce dalej pracować, kto nie wierzy, że się uda, kto ma czarne myśli... Momentami wydawało mi się, że moja rola, to rola Pocieszyciela, który wspomaga jedynie grupę dziewcząt z NPiWP. Dlatego też tak chętnie podjęłam się innego projektu - facylitacji tej grupy. By pomóc.
Porozumiewałam się głównie z jedną z dziewcząt, pozostawiając jej porozumiewanie w obrębie swoich koleżanek ze specjalizacji. Jest to metoda "rusztowania", którą warto zastosować, kiedy ma się do czynienia z ludźmi nieskorymi do współpracy i ciężkimi do przekonania, iż warto. Najlepiej znaleźć taką osobę, z którą można się dogadać, a ta, nich się dogada z następną. Wszystko pójdzie z planem, aż do momentu, kiedy natrafi się na osobę, z którą nijak się można dogadać; która sprawia wrażenie niezainteresowanej; która nie angażując się zbytnio liczy na zaliczenia przedmiotu. Metoda ta jest dobrym sposobem na rozwiązywanie niektórych problemów; okazała się też świetnym wyjściem w tej konkretnej sytuacji. Przed moją domniemaną facylitacją grupy dziewcząt stosowałam tę metodę. Intuicyjnie, wiedziałam początkowo z kim się dogadam, a z kim nie ma szans. I tak właśnie się toczyło, powolutku dziewczęta zaczęły nabierać wiary w siebie i w to, że projekt może wypalić. Po spotkaniach wymagały pocieszenia i wsparcia. Główna moja pomoc (poza pomocą do spraw technicznych) polegała na rozmowie z dziewczętami i próbie przekonania ich, że TO MA SENS.

Zaktualizowane dnia 16.01.2009

Jedna z dziewcząt zarzuciła mi, iż nie byłam wcale pocieszycielem i że tego nie rozumie, natomiast tej dziewczyny akurat nie musiałam pocieszać, bo świetnie dawała sobie radę i nie tę dziewczynę miałam na myśli. Zarzuciła mi dodatkowo, że oczerniam je, pisząc m. in. to, że są niefortunne. Czyli gorsze, bezrozumne - jej słowa. Natomiast, wydaje mi się, że nie przeczytała uważnie tego posta. Jest napisane: "(...) Niestety niefortunnie dziewczęta z Wychowania okazały się być niemal tym samym typem osobowościowym (...)". Zapytała: "Co to znaczy niefortunne koleżanki z wychowania? Że niby co? Że my jesteśmy gorsze, bezrozumne?", więc grzecznie odpowiadam: "Pisałam o osobowościach, nie o osobach."

Projekt grupowy - obiecany post

Czym jest projekt grupowy? Projekt konstruktywistyczny, o czym moje współpracowniczki nie miały bladego pojęcia przez długi czas, zanim im uświadomiłam, że tak naprawdę nie chodzi o pisanie bloga... Czym jest? Ten wywiad wszystko wyjaśni. Sama długo dochodziłam kwint esencji projektu, jednak uzmysłowienie sobie tego faktu znacznie zmieniło moje podejście do zadania. Dziewczętom przypisano osobowości, które potrzebują bardzo długiego czasu, by zacząć działać. W dodatku, ich postrzeganie wszystkiego wokół, budziło lęk przed zajęciami; stawiając Prowadzącego na złej pozycji w ich relacji... Co powodowało błędny osąd tych dziewcząt o samym Prowazącym i całym projekcie. Prowadzący nie jest Mistrzem - jak sam mówi.

środa, 7 stycznia 2009

Zero wdziecznosci (poprawka)

No cóż... Taka rola facylitatora, że nie zawsze uda się jemu doprowadzić do lepszego działania obiektu, na którym pracował. Mi (ani jako współpracownikowi , ani jako domniemanemu facylitatorowi) nie udało się spełnić jego roli.
Jednak, jako członek zespołu, pomogłam dziewczętom uporać się ze sprawami technicznymi, z umieszczaniem postów i gadżetów (co było o dziwo dla nich trudne), z porozumiewaniem się pomiędzy sobą; z tłumaczeniem "z polskiego na nasze", a w podzięce wyrzuciły mnie z członków zespołu; usunęły z autorów bloga; odebrały mi wcześniej nadane prawa... Cóż...

Zaktualizowane dnia 16.01.2009

Oczywiście z zamierzenia posta miał być zarzutem i nim jest. Nie zmienię jego treści, bo przemawiały przeze mnie właśnie takie emocje. I kropka.