piątek, 26 grudnia 2008

Dobry pomysł

Okazuje się, że prowadzenie bloga, to nie tylko pisanie postów co jakiś czas (a najlepiej codziennie), a również jakość tychże. To się wydaje oczywiste, żeby nie zamieszczać rzeczy niepożądanych, czy zbędnych; jednak trudno jest trafić do potencjalnego, pospolitego Klikacza w Internecie, by blog się jemu spodobał. Pisanie bloga, to jakaś zwięzła całość, harmonia, cel. Tego w naszym projekcie nie było. Nie było tego, bo nie było punktu zaczepnego - dobrego pomysłu. Były pomysły, owszem, ale okazywały się być pomysłami, które szybko spotkały się z dezaprobatą.
Dodatkowo mój 'genialny' pomysł na postawienie sobie pytania, czego od nas chcą, skoro w poprzedniej kadencji było mniej, o wiele mnie postów. Nie jednak ilość się liczy, a jakość. Moje wylicznie, ile to było postów w ubiegłym roku akademickim [2008 (108), listopad (7), październik (14), lipiec (3), czerwiec (1), maj (12), kwiecień (47), marzec(15), luty (9)] było chyba jednym z najgorszych pomysłów! Zamiast wziąć pod uwagę, że 'jest już lepiej, choć nadal nie tak, jak powinno' (i zabrać się za selsekcję pomysłów postów), to zaatakowałam chyba największego sojusznika - Ojca Bloga. Założyciela zarówno tego oficjalnego bloga, jak i nieoficjalnego, którego byłysmy redaktorkami. Pisząc: "Czy błędem jest ów post? Myślę, że nie." - myliłam się. I to bardzo. Dziś wiem, że był to co najmniej zły pomysł; zły, a nawet fatalny! Post ten traktuję jako jeden z większych błędów popełnionych na blogu. I to mojego autorstwa. Teraz mi głupio... Ale na błędach się uczymy, prawda? Cóż z tego, skoro "mądry Polak po szkodzie"? Z drugiej strony, "lepiej późno niż wcale [się opamiętać]"? Ciężko wyważyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz