piątek, 26 grudnia 2008

Metoda

Jako facylitator miałam do dyspozycji tylko to, że wiedziałam na czym problem z nieudaną współpracą polegał, jak również to, że sama wiedziałam, czego się chwycić, by zadziałało. Bo tak naprawdę nie chodziło o pisanie postów. Tak naprawdę nie chodziło o to, by blog był zielony na wiosnę a biały na zimę... Projekt konstruktywistyczny służy po to, by nauczyć się współpracować z innymi.

Z racji tego, że ciężko się dogadać z ludźmi, którzy się wzajemnie 'gryzą' był barierą, z którą musiałam sobie jakoś poradzić. Mój facylitator zasugerował mi całkiem słuszne wyjście (z którego notabene korzystałam, zupełnie nieświadoma, iż jest to mianowane jakimś tam specjalnym terminem. Polskim odpowiednikiem byłoby 'rusztowanie', po szczebelku dochodzić i trafiać do ludzi, do których trafienie jest możliwe. Warto zaznaczyć, że - mając do czynienia nawet z takimi samymi osobowościami - do różnych ludzi różnie można trafić. Dla przykładu podam, że do jednej dziewczyny nie dało się przemówić. Ja nie potrafiłam. I cały kontakt się sypał.

Postanowiłam pójść za dobrą radą doświadczonego facylitatora. Rozmawiałam głównie z jedną z reprezentantek dziewczyn z Wychowania; ta natomiast miała przekazać którejś kolejnej dziewczynie i tak po sznurku. Znały się z zajęć, być może po zajęciach się przyjaźnią - nie wiem - wiem, że pomysł był niezły :-) I miał szansę zaistnieć, pod warunkiem, że sznureczek nie przerwałby się zbyt szybko. Jak już wspominałam do jednej dziewczyny nie dało się dotrzeć. Tłumacząc jej, jak należy wykonać harmonogram; co ma w nim być zamieszczone; w jakiej formie; czego unikać; czym się kierować; co zmienić; co wykorzystać - kiwała przykładnie głową, że O.K. Jak się później okazało, za plecami powyzywała mnie od (nie powiem czego), że nawet wyjaśnić nie umiem. Dodatkowo oskarżając, iż się rządzę, nic nie robiąc. Hm... Dosyć wielkie w rozmiarach to 'nic', jak na mój wcale nie skromny gust. No ale cóż. Nie wiem, jak reszta, ale ja mam tak, że jeśli ktoś mi przytakuje i kiwa główką na 'tak', to albo się ze mną zgadza, albo rozumie, co mu tłumaczę. I - może głupio - nie myślę w duchu 'może ona mnie wcale nie rozumie?'. Wychodzę bowiem z założenia, że ludzie, słuchający mnie, nie mają podstaw, by kłamać, czy ukrywać, że czegoś nie rozumieją. Dla mnie jest jasne: jeśli czegoś nie wiem - pytam.

Tu się jednak okazało inaczej. Po sznureczku powoli dziewczęta nabierały wprawy; jest to również spowodowane tym, że w końcu się - być może - dotarły. Trochę czasu minęło; ale kształtujący tak już mają, że docierają się niezwykle długo i są raczej zdolni do długotrwałego przedsięwzięcia czy projektu. Byliby wyśmienici. Tu: blog miał żyć najlepiej już dnia poprzedniego. A dziewczyny nie dość, że nie pracowały w grupie, to jeszcze się wzajemnie oskarżały o... no właśnie... o cokolwiek. I to również błąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz