czwartek, 1 stycznia 2009

Rozmowy z Prowadzacym

Zasady, jakie obowiązywały, to takie, że Prowadzący miał rozmawiać z osobą za to odpowiedzialną. Jedną osobą, a nie całą grupą. I tyko po to, żeby nie powtarzać tego samego kilkanaście razy. Taką osobą w naszej grupie projektowej byłam ja. Z początku dziewczyny mówiły, że one na pewno nie będą za to odpowiedzialne, bo się go boją - przyznały szczerze. I każda z osobna potwierdziła mi tę jej postawę. Wmawiały sobie wzajemnie, że ja się dobrze z nim rozumiem i wiem, o czym mówi. O.K. rozumiem, ale co z tego, jeśli im to trzeba było tłumaczyć na język prostego człowieka, nieskłonnego do głębszych przemyśleń? No cóż. Dla dobra grupy postanowiłam pełnić tę funkcję. Nie wiedziałam, że do dziewczyn będzie przemawiać jedynie to, że przy wskazaniu błędu palcem i wytłumaczeniu , że tak naprawdę nie chodzi o posty... Ale taki już urok bycia za coś odpowiedzialną. Tylko taki rodzaj przekazywania informacji był możliwy, żeby cokolwiek zadziałało.
Podjęłam decyzję: mówić im co jest na rzeczy, na konkretnych przykładach. Mimo iż kłóciło mi się to z całym istnieniem projektu grupowego. Mniejsza o to. Tego wymagała współpraca z dziewczętami. I taki był - widocznie - koszt mojej roli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz