Podobnie. To, co potrafiłyśmy wspólnie uzupełnić, to te rubryki, które dotyczyły nas personalnie np. rola w zespole, wynik ankiety. I tyle. Plan, cele, itp. - leżały odłogiem, puste. Bez pomocy Prowadzącego nic by tam nie było. A tak - narzucił nam niektóre rzeczy i byłoby wszystko O.K., tylko że nie stosowałyśmy się do tego. Mało tego doszło do naruszenia zasad!
Po podpisaniu już kontraktu (niepełnego; a zgodził się na to Prowadzący tylko i wyłącznie dlatego, bo uważałyśmy, że nie możemy pracować bez kontraktu), który notabene nie był NAJważniejszy, zmieniłyśmy jego brzmienie. Czyli naruszyłyśmy zasady. Okłamałyśmy Prowadzącego, który zawarł z nami umowę. Efektem tego było to, że nie chciał już z nami współpracować. Nieważne, kto zmienił brzmienie tychże rubryk (ale nie byłam to ja), bo po prostu: zespół to zespół, wszystkie byłyśmy winne.
W późniejszym okresie, dziewczęta (już beze mnie, jako członka, ale ze mną, jako facylitatorem) renegocjowały kontrakt, bowiem Prowadzący zgodził się na naprawienie naszych błędów i wyraził zgodę, aby pomóc nam je naprawić. Dziewczęta jednak znowu wyszły załamane z tego spotkania. Nie rozumiały sposobu motywacji Prowadzącego. Z moją pomocą udało im się nieco bardziej zrozumieć sposób nakłonienia ich do refleksji. Nigdzie jednak tego nie uwzględniły, czyli moja pomoc była z powietrza, a później się w nim rozpłynęła?
Po podpisaniu już kontraktu (niepełnego; a zgodził się na to Prowadzący tylko i wyłącznie dlatego, bo uważałyśmy, że nie możemy pracować bez kontraktu), który notabene nie był NAJważniejszy, zmieniłyśmy jego brzmienie. Czyli naruszyłyśmy zasady. Okłamałyśmy Prowadzącego, który zawarł z nami umowę. Efektem tego było to, że nie chciał już z nami współpracować. Nieważne, kto zmienił brzmienie tychże rubryk (ale nie byłam to ja), bo po prostu: zespół to zespół, wszystkie byłyśmy winne.
W późniejszym okresie, dziewczęta (już beze mnie, jako członka, ale ze mną, jako facylitatorem) renegocjowały kontrakt, bowiem Prowadzący zgodził się na naprawienie naszych błędów i wyraził zgodę, aby pomóc nam je naprawić. Dziewczęta jednak znowu wyszły załamane z tego spotkania. Nie rozumiały sposobu motywacji Prowadzącego. Z moją pomocą udało im się nieco bardziej zrozumieć sposób nakłonienia ich do refleksji. Nigdzie jednak tego nie uwzględniły, czyli moja pomoc była z powietrza, a później się w nim rozpłynęła?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz